poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 2.





Roman wypadł pierwszy, za nim biegł Jean-Luc z dwoma samurajskimi mieczami, służącymi do zdobienia ścian. Heather i Shanna nie pozostały dłużne, pobiegły za nimi na miejsce bitki. Była tam również Toni, ku zdziwieniu wszystkich Ian toczył bój z Carlosem.
- Ej, ej! - krzyknął Roman izolując od siebie mężczyzn.
Byli zbyt zawzięci, nie dawał sobie rady. Oczy Carlosa świeciły na czerwono, był bliski przeobrażeniu się w panterę.
Jean-Luc pchnął Carlosa na drzewo i przygwoździł go tak,  by mógł się ruszyć, Roman zrobił tak samo z Ianem.
- Co jest ?! - Warknął  Roman - Postradaliście zmysły? - wysyczał do  Iana.
Ian się skrzywił.
-To nasze prywatne sprawy.- Rzucił szybko.
- Jesteście bez honoru - powiedział jak zawsze spokojnie Jean-Luc
- Wiem, przepraszam. To moja wina. - wymamrotał zmiennokształtny
Heather zawróciło się w głowie. Co do cholery działo się z tymi ludźmi? Popatrzyła  wyczekująco na Toni stojącą pare metrów obok, cała się trzęsła.
- Toni? - Roman zapytał łagodnie.
- To nic takiego - bąknęła - Carlos mnie oszukał- spuściła głowę
- Ten pozer okłamywał ją przez długie lata, podglądał ją twierdząc że jest gejem- warknął Ian.
- Co takiego?- Heather nie mogła uwierzyć. Lubiła Carlosa, nigdy by się po nim tego nie spodziewała.
Jan-Luc wymienił spojrzenia z Romanem.
- Serio stary ?- wymówił z pogardą
Carlos skinął głową.
-Nic tu po was - mruknął Roman do kobiet- Zabierzcie Toni i spróbujcie ją sprowadzić do normalnego stanu
Heather wymamrotała przekleństwo na Carlosa. Jak mógł się tak zachować? Co jeszcze może się zdarzyć w tym dniu ?
*
Jan-Luc nie lubił chamstwa, ale to właśnie uczynił Carlos. Dobrze Roman zrobił, odsyłając dziewczyny, mógł teraz dosadzić Carlosowi bez wyrzutów że robi to przy damach.
Roman wypuścił Iana z objęć, widząc że się uspokoił .
- Nie tak to się załatwia - Skarcił go Dragonesti.
Ian zagryzł szczęki.
- Tak to się robi- Jean-Luc zdzielił Carlosa w brzuch. Upadł z trzaskiem na ziemię . Rzucił miecze parę  metrów w dal. Kopnął leżącego, Carlos zwinął się z bólu.
- Zwykła gnida ! - Łajał Jan-Luc- Nic tu po na nas - machnął ręką na znak by się zmywać.
Jan-Luc nigdy nie byl za przemocą, ale ten koleś go wpienił. Nie znał go zbyt dobrze, ale wydawał mu się aroganckim cwaniaczkiem. Skrzywił się. Pogardzał takimi ludźmi , Ian był jego przyjacielem i rozumiał jego gniew , gdy by chodziło tu o Heather załatwił by to tak agresywnie jak Ian,a nawet gorzej. Zabił by go.
Zostawiając tam obolałego zmiennokształtnego nie czół nic,niech ma nauczkę że z Francuzami i Szkotami się nie zadziera. Jak można być takim pacanem i udawać przed swoją przyjaciółką swoje prawdziwe JA ? Na dodatek chyba za bardzo w czół się w role, oglądał ją gdy ta była pół naga, albo był zboczeńcem, albo pospolitym chamem.
*
Heather stukała o blat kuchenny  palcami tworząc powtarzający się rytm. Shanna szukała mrożonego szpinaku , by obłożyć nim obolałą głowę Toni.
- I skończyło się na tym że Ian wymierzył mu z pięści w twarz.- Toni skończyła relacjonować.
Shanna wygrzebała mrożonki i podała je Toni.
- Ale to nie znaczy że nie jest gejem,  czuje że jego zadaniem jest przedłużenie gatunku, dlatego chce się ożenić
Toni pokręciła głową.
- Po jakiego, miałby się żenić? Do przedłużenia gatunku ślub nie jest konieczny - bąknęła.- Z resztą sam się przyznał że nie jest gejem- przyłożyła woreczek do pulsu.
- Co za... - Heather przerwała widząc groźne spojrzenie przyjaciółki.
Shanna nachyliła się nad Heather
- Musimy porozmawiać.
- Jasne- Heather uśmiechnęła się szyderczo. Odwróciła się do Toni- Nie wychodź póki nie poczujesz się lepiej.

Wyszły we dwie na korytarz prowadzący do salonu głównego.
- O co chodzi? - Heather zapytała z troską. Prychnęła w duchu, czy ten dzień nigdy się nie skończy?
- Wiesz że Caitlyn ma tę swoją zdolność? - szepnęła
Heather pokręciła głową.
- Tak.
- A więc Emma zaproponowała jej pracę, powiedziała że ją przyjmie, nie wiem czy to dobry pomysł. Jeszcze nie oswoiła się z istnieniem istot nadprzyrodzonych- gderała. Heather kochała gdy ktoś pytał jej się o zdanie. Czuła się w tedy potrzebna i niezawodna. - Według mnie to dobry pomysł, przynajmniej nie będzie pracowała u ojca - ciągła dalej - A ty co o tym myślisz?
- Co ja o tym myślę? Myślę że jest to nieodpowiedzialne lecz skuteczne - odpowiedziała w duchu. Co miała powiedzieć. Caitlyn nadawała się do tej pracy jak nikt inny, ale czy Shanna nie wystawia jej na niebezpieczeństwo ? Młodsza siostra naprawdę była wytrzymała , dopiero co przed chwilą dowiedziała się o nieumarłych  i już zgadza się na prace z nimi. Kobieta była najwyraźniej bardziej podobna do siostry niż sądziła Heather. Shanna była jej najlepszą przyjaciółką, jak mogła nie polubić Caitlyn, gdy ta była tak równorzędna jak starsza siostra ?
- Zgadzam się z tobą - rzuciła wymachując teatralnie ręką. - Będzie ciekawie - dodała
Shanna prychnęła
- Na pewno, zważając że Bethanie i Tino będą w jednym budynku.





niedziela, 6 stycznia 2013

Kontynuacja Rozdziału I


Stała ona przy stole zajmującym całą długość ściany, nakrytym białym obrusem. Pełno na nim było wyszukanych serów, deserów, a ponadto kawa,herbata,poncz i nie brakowało  oczywiście syntetycznej krwi Fusion.Patrzyła się w prost w piękne oczy Shanny stojącej tuż obok Heather , z  jej oczu można było wyczytać niepokój. Bała się.
Starsza siostra zrobiła pierwszy krok, a raczej drugi , trzeci , czwarty, bardzo dużo kroków i znalazła się na wprost Caitlyn. Była nie pewna swojego postępowania, jednakże dusza zwyciężyła  Uścisnęła ją serdecznie po czym dała znać aby Heather podeszła.
Skinęła głową i powlokła się  do nich z grymasem na twarzy.
- Heather, poznaj moją młodszą siostrę Caitlyn. - Podekscytowana pani Dragonesti przedstawiła Hether siostrę.
- Miło cię poznać- Przywitała się z nonszalancjom
- To mnie jest miło- Heather nudziły te wszystkie poznawania nowych ludzi lecz bycie żoną kogoś tak znanego  jak ona sprowadzały do wszelkich balów i korespondencji gdzie za każdym razem poznawała nową twarz. Problem tym razem leżał gdzie indziej. Chodziło o Tina , nie chciała aby spotkała go przykrość, traktowała go jak własnego syna  i nie chciała   aby spotkała go troska czy nieszczęście. Chłopczyk i tak był zawiedziony, brakiem dziadka na zabawie, różne typu wymówki nie działały. Wiedział że gdyby tylko dziadek się dowiedział o jego naturze, nazwał by go kreaturą. - To ma być dziadek ?- Heather prychnęła w duchu.
*
Heather miała chwilę spokoju, gdyż w przerwie w meczu Bethany pobiegła zagrzewać swoją drużynę do boju,a  bliźniaki były  z Radinką. Dołączyła do zabawy z Coco, młoda zmiennokształtna, miała piękne złociste włosy, sięgające do bioder. Kobiety podzieliły się na ćwiartki robiąc jej pojedyncze, malutkie warkoczyki.
Heather gorączkowo spoglądała w stronę sióstr,  rozmawiały o czymś napięcie. Z pewnością Shanna uświadomiła jej istnienie  wampirów, nasze kochane życie. Głupcem był każdy który to odrzucał,miała męża wampira i co z tego ? Kochała go jak nigdy nikogo, był częścią jej popapranego życia. Emma, Shanna, Toni i reszta kobiet znajdujących się tu zaryzykowały i dostały to o czym nigdy nie marzyły.
Sean był głupcem nie potrafiąc tego zrozumieć, ranił wszystkich na swojej gnijącej stronie. Jak w ogóle dowiedział się o istnieniu wampirów? To on był kreaturą.
Heather zmarszczyła brwi przypominając sobie  ostanie spotkane z tym dupkiem.
- Jak się cieszę - uśmiechnął się promiennie  pastor Phil- Miło spotkać tu kogoś z Diakonów Ludzi Wiary
-  Tak, zgadza się jestem diakonem Ludzi Wiary- odparł dumnie Sean- I nie chcę aby ktokolwiek chrzcił  mojego wnuka w tym wykopalisku  trupów.
- Wyjaśnijmy sobie pewne rzeczy , Panie Whelan. Nie zamierzam się z panem kłócić, ani szarpać. Z kolei nie spodziewam się tego po panu . Prawdę mówiąc nawet nie przyszło by mi do głowy że ma pan na tyle honoru by nie psuć chrztu Sofi.. Ale oczekuję jednego : Że okaże się pan na tyle mądry i ustąpi pan,potem możemy stoczyć walkę na śmierć i życie. Przebywając w tym pomieszczeniu musi pan szanować wszystkie nasze decyzje - Jean-Luc nie dawał za wygraną
Oczy Seana zwęziły się w szparki, Heather zauważyła, jak zaciska nerwowo szczęki.
- Wstąpił pan,a raczej wstąpiłaś gnido na  zła drogę, czekaj aż ktoś się na tobie zemści- powiedział zapalczywie.
Jean-Luc prychnął;
- I to mów człowiek który przyjaciołom odmawia wszelkiej wartości , kobietę sprowadzą do roli robota i który trzyma w ryzach swoich  pracowników wzbudzając  poczucie winy i odrazę - Jean-Luc zaśmiał się cicho, ale nie był to śmiech radosny , brzmiała w nim groźba, która zjeżyła  Heather włosy na głowie.- Niech pan  nie będzie powściągliwy w osądzaniu bliźnich, może pan zacząć od oczyszczania własnego domu.
Sean poczerwieniał, z sykiem wciągnął do płuc powietrze  i już szykował się do riposty, z której by wynikało, że jego przekonania co do wampirów są  najsłuszniejsze pod słońcem , a wszystkie inne błędne, ale Jean-Luc mu przerwał. Tonem  mrożącym krew w żyłach, a Heather przejął trwogą, mimo że jego gniew w żadnym stopniu nie był skierowany do niej.
Zwrócił się do niego :
- Ma pan dwa wyjścia. Może pan zostać i jak prawdziwy dziadek być na chrzcie
 wnuczki., co oznacza że będzie pan miły i cichutki , a swoje niezadowolenie i cholerne przekonania zostawi pan dla siebie. Drugie wyjście: Wynocha z tond  i nie wracaj. Nigdy. Proszę zdecydować. Teraz.
Sean przechodził wewnętrzne piekło i gdy tylko wróciło mu tętno warknął :
- Nie będziesz o tym decydował! Za żadne skarby nie posłucham francuskiego wampirka który myśli że pozjadał wszystkie rozumy świata.
Odwrócił się w stronę zdezorientowanej Shanny która przed sekundą przyszła.
- To miejsce jest akurat odpowiednie dla ciebie. Jeszcze tu wrócę - warknął i wyszedł z kaplicy zbudowanej dla wampirów.
Przez Heather przeleciały ciarki. Jak ona go nienawidziła, w życiu nie widziała okropniejszego człowieka. Cody przy nim to było niewiniątko.
Z boiska wydawało się usłyszeć ostatni gwizdek, przeprosiła dziewczęta i ruszyła w stronę Jean-Luca.
Szedł on razem z Romanem, chichotali i się wydurniali, za nimi biegł Tino pogwizdując co pare centymetrów.
- Witaj kochanie- objął ją ramieniem  i pocałował w policzek.
- Witaj- mruknęła-  Śmierdzisz potem- odepchnęła go szybko
- Przesadzasz - odpowiedział obwąchując pachy
- Wcale nie - wtrąciła się Shanna. Była bez Caitlyn, gdzie poszła? I to właśnie teraz, gdy mecz się zakończył i mogła poznać siostrzeńca?
- Nie podoba wam się nasz męski zapaszek ? - drwił Roman
-  Skądże, jest cudowny. Aż szczypie w oczy - Shanna udawała słodką
- Mamusiu, widziałaś mnie jak gram? - z entuzjazmem Tino wyskoczył w górę i wylądował tusz koło Mężczyzn.
- Widziałam skarbie byłeś super - pogłaskała go po kręconej blond czuprynie
- Tato, tato! - W ich stronę biegła radosna jak zawsze Bethany
- Słucham cie ?- Nachylił się nad przybraną córką i puścił jej oczko
- Moglibyśmy zostać u Tina na pare dni, w Texasie jest nudno.
Jan-Luc zmarszczył brwi na radosny okrzyk  Constantina.
- Tato, mogą, mogą? - Tino wyszeptał ze żarliwością w głosie.
- Jeżeli wujek Echarpe się zgodzi - Roman popatrzył się wyczekująco na Jean-Luca
Stał on prosto patrząc się przed siebie, udawał. Nigdy, ale prze nigdy nie odmawiał Bethany, zawsze to Heather była tą złą. Nie chała rozpieszczać córki. Ona również przybrała wyczekującą pozę. Heather odetchnęła w duchu, odpocznie sobie od  Texasu.
- Oczywiście że zostaniemy- odparł w końcu- I tak za tydzień musielibyśmy przyjechać, na coroczny bal - dodał mówiąc głośno i wyraźnie, starając się przebić triumfalne okrzyki dzieci
Znienacka  Roman usłyszał trzask z pola i wszyscy zgromadzeni obrócili się w jego stronę, ktoś w ogrodzie prowadził walkę. Ian walczył z jakimś cieniem, przerażeni Roman i Jean-Luc wybiegli wampirowi na pomoc.

sobota, 5 stycznia 2013

Bloga pisze dla Siebie i przyjaciół, aczkolwiek będzie mi miło jak również przeczyta ktoś z innego otoczenia. Zapraaszam do czytania ;*  To opowiadanie/książka jest kontynuacją  ,,Wampir z sąsiedztwa '' czyli dalsze losy mojej ulubionej pary. < 33


                                             Rozdział I 
4 urodziny Constanita zwiastowały  ciąg  przykrych zdarzeń. Nie chodziło tu o smutnego lubilata, lecz o jego niesforną ciotkę. Młodsza siostra  Shanny, Caitlyn  po latach wróciła do rodzinnego miasta. Za sprawą niedogodności z szefem, została wydalona ze swojego stanowiska w Departamencie Stanu, nie mając gdzie się podziać wróciła do swojego zaborczego ojca i bezuczuciowej mamusi. Gdy tylko Shanna została poinformowana o tym zajściu postanowiła za wszelką cenę jej odszukać. Udało się to w dość szybkim terminie, wykorzystała ona urodziny syna na sprowadzenie Caitlyn i zdobycie jej  ufności  przed Seanem. Otrzymała ona list z zaproszeniem i zdjęciem rodzeństwa, na przekór oczekiwaniom  Shanna nie uzyskała odpowiedzi, więc nie wiadomo było czy się zjawi. Jednakże  nie traciła nadziei, wręcz przeciwnie. Ustaliła że oznajmi jej całą prawdę, nie będzie kryła się z wampirami, ani innymi przedziwnymi zdarzeniami, będzie sobą. Heather nie spodobał się ten pomysł, była przeciwna uświadamiania człowiekowi istnienie stworzeń nadprzyrodzonych w taki dzień.Kto wie  czy to zaakceptuje? Nie widziała Shanny od siedmiu lat,a na dodatek będzie musiała wybrać między siostrą a jej stukniętym ojcem. Najgorszą obawą Hather było  to że biedaczka zacznie histeryzować i zepsuje przyjęcie. Jednakże nie chciała ona krytykować postępowań Shanny, rozumiała jej tęsknotę, rozumiała też że jest to walka,albo ona ją wygra albo Sean.
Nalała sobie słodkiego ponczu przygotowanego przez Bethany i Tina, każdy ustawiał się po niego w kolejkach, musiała przyznać że ma w rodzinie kuchmistrzów. 

Zaśmiała się w duchu.Zajrzała przez szklaną ścianę za którą znajdowało się boisko do koszykówki wybudowane rok temu na zachciankę dzieci. Roman oczywiście nie mógł oprzeć się  ich prośbą, a raczej namawianiom. Nie tylko brzdącom spodobała się zabawa, starsi panowie w wolnych chwilach nie złazili z boiska. Dzielili się na dwie grupy Kły i Pazury czyli wampiry kontra zmiennokształtni. Tym razem Kły prowadziły jednym punktem przewagi nad Pazurami. Heather  poszukiwała wzrokiem swojego męża. Stał on na obronie dopingując rudowłosemu mężczyźnie. Angus był przy piłce, ominął Pheansa i ruszył prosto na kosz. Bam! Piłka przeleciała przez obręcz, kolejny punkt dla drużyny Kłów.
                                                                                *


Caitlyn wreszcie dotarła do stoło przy których siedzieli luzie. - Same kobiety - swierdziła. Otworzyła szeroko oczy na widok kobiety ze sterczącymi różowymi włosami. Naliczyłamniej więcej siedem pań, gawędzących między sobą radośnie. Między nimi siedziały dziewczynki w różnym wieku. Ale nie było Shanny.
- Ty na pewno jesteś siostrą Sahnny!- Piękna brunetka wstała od stołu i podeszła do niej.
-Tak, jestem Caitlyn - uśmiechnęła się przelotnie- A gdzie ona jest ? - zapytała z desperatom .
- Zaraz wróci- ciągnęła- jest w łazience, pomaga Heather. Obojgu bliźniakom trzeba było zmienić pieluchy- Błysnęła zębami- Jestem EmmaMacKay, miło mi cię poznać, a to jest reszta dziewczyn
Emma zaczęła przedztwaiać  wszystkie kobiety Caitlyn  z czegonie zapamiętała żadnej. Była w nerwach, nie wiedziała co powiedzieć ani co zrobić.Zostawiała to losu, zawsze była wysłanniczką  trafu.
Przybyła tu aby poznać siostrzeńców, anie po to by się z kimkolwiek zaprzyjaźniać. Wzięła głęboki wdech i z ssykiem go wypuściła.
- A to jest twoja siostrzenica - wskazała na piękną ciemnowłosą dziewczynkę z  błękitnymi oczami, można było by się w nie zagłębiać aż człowiek by w nich utonął.
- Cześć kochaniutka- 
 burknęła  - Jestem twoją ciocią
- Cześć jestem Sofia - mała spojrzała na nią swoimi czarującymi oczyma
Dziewczynka odwróciła główkę do Emmy.
- Ale myślałam że ty jesteś moją ciocią- dziewczynka wyraźnie się zasmuciła
- Tak, kochanie. Ale ja jestem twoją przybrana ciocią, ona jest tą prawdziwą - uśmiechnęła się lekko.
Zapadła niezręczna cisza,całe dwie minuty, Caitlyn  poczuła  że  gula w gardle jej spuchła, była wyraźnie zestresowana.
- Mama! -  wykrzyknęła radośnie Sofia 

Tak jak i Emma odetchnęła z ulgą, nie musiały dłużej prowadzić tej rozmowy. A co teraz ? Serce jej przyśpieszyło, a krew doszła jej do uszu. Nigdy tak się nie bała.